Wartości nieprzeliczalne

W grudniu ludzie stają się bardziej wielkoduszni. Być może to magia zbliżających się świąt sprawia, że szerzej otwieramy się na drugiego człowieka, zaczynamy dostrzegać jego cierpienie, które dotyka niesprawiedliwie. Boże Narodzenie w naszej tradycji jest świętem niezwykle rodzinnym, skłaniającym do refleksji nad życiem i wartościami, jakimi się w owym życiu kierujemy. Bo przecież dla każdego z nas co innego jest priorytetem. Ale czy coraz częściej nie zapominamy, co tak NAPRAWDĘ jest w życiu ważne? Kim jesteśmy, a nie co posiadamy. Pieniądze są do życia potrzebne, ale nie są w nim niezbędne. Można nie mieć dosłownie nic i być szczęśliwym. Pomyślicie: oklepana, nierealna mrzonka dla naiwnych. Otóż nie do końca.

Kilka dni temu pod sklepem na Kortowie zaczepiła mnie parka tzw. żuli (okrutnie zresztą i niesprawiedliwie) . W pierwszej chwili, jak pewnie każdy, pomyślałam, że zbierają do wina albo chcą papierosa. Kiedy, nie mając gotówki ani papierosów, chciałam ich ominąć, kobieta proszącym tonem zapytała: „Czy mogłaby pani kupić coś do jedzenia? Nie dla nas, dla kotka…”. I wyciągnęła zza pazuchy maleńką, posklejaną brudem kuleczkę z przerażonym wzrokiem. Wyobraźcie sobie ich radość, kiedy dostali tę karmę i parę bułek. Byli bardzo przejęci i szalenie wdzięczni. Opowiedzieli mi, że są bezdomnym małżeństwem i dziś nad ranem znaleźli kotkę, zmarzniętą i przerażoną, pod śmietnikiem. No i nie mogli jej tam zostawić, bo „przecież by zamarzła tam sama, biedna”, jak powiedział mężczyzna. Kobieta z miłością odnosiła się do zwierzątka, żartując, że to ich dziecko. Martwiło ich tylko jedno – że nie będą mieli, czym nakarmić Królewny (bo tak jej na imię), bo przecież jest mała i nie może jeść wszystkiego, co oni sobie znajdują.

Rozmawiałam z nimi długo. Opowiadali o swojej bezdomności; o tym, co robią, by przetrwać, o tym jak traktują ich ludzie. Ale nie skarżyli się, raczej pokazywali mi swój świat, własną wersję rzeczywistości. Dla mnie niewyobrażalnie trudną i smutną, a którą oni przyjmowali z niezwykłym optymizmem. Niewielu w swoim życiu spotkałam ludzi, którzy byli tak pozytywni, roześmiani, a przede wszystkim otwarci i empatyczni. Ich poruszenie losem tej kotki jest godne podziwu i naśladowania. Nie ukrywali tego, że piją. Przecież w tym trudnym świecie nawet najwięksi czasem sobie nie radzą. Najgorzej jest zimą, bo czasem tylko tak mogą się rozgrzać – od wewnątrz.

Spytałam, dlaczego nie pójdą do jakiegoś przytułku, Caritasu, przecież są miejsca, gdzie mogą otrzymać pomoc. W odpowiedzi usłyszałam: „bo się wstydzimy”. Czego? „Własnej bezdomności, nieporadności życiowej. Po co, skoro jakoś sobie razem radzimy”.

To spotkanie skłoniło mnie do wielu przemyśleń i zostanie we mnie na długo. Ci ludzie są doskonałym przykładem powiedzenia, że im jesteś biedniejszy, tym bogatsze masz serce. Tak często spychamy ich na margines społeczny, oskarżamy o lenistwo i życiową nieporadność. „Niech się lepiej za robotę weźmie, a nie na piwo zbiera!”. To panujące przekonanie często przesłania nam logiczne myślenie. A przecież to też są ludzie, tak jak my mają swoją godność i uczucia – nieraz silniej rozwinięte od niejednego z nas.

Może następnym razem, kiedy spotkasz pod śmietnikiem bezdomnego, przypomnisz sobie o nienoszonej kurtce w szafie, startym kocu czy za małych butach, które jemu przydadzą się o wiele bardziej. Bo przecież w świętach chodzi o to, żeby się dzielić!

Autor: Kaja Wilk

Korekta: Kamil Kijek

Zdjęcie główne: Matthew Woitunski / commons.wikimedia.org

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *