Dawno, dawno temu w odległej galaktyce…

Do kin weszła kolejna część sagi „Gwiezdne Wojny”. Po obejrzeniu „Przebudzenia Mocy” byłam całkowicie zdegustowana. Spodziewałam się czegoś na podobieństwo starych, dobrych Gwiezdnych Wojen, a tu okazało się całkowicie coś innego. Wiedziałam, że nie spodoba mi się również kontynuacja, jaką jest „Ostatni Jedi”.

Nowe gazety CD-Action kuszą plakatami z pomarszczoną twarzą Luke’a Skywalkera, a twórcy zwiastunów ukazują fragmenty filmu. Fragmenty – ha! – raczej większość filmu. Czy opłaca się zatem iść do kina, skoro prawie wszystko można zobaczyć w samym zwiastunie?

Osobiście nie wybrałabym się drugi raz do kina, zarówno na „Ostatniego Jedi”, jak i na „Przebudzenie” czy „Łotra”. Rian Johnson umieścił zbyt wiele komediowych wstawek. Dodał również wiele gatunków nowych ras zwierząt, co to nie mają większego celu, tylko mają za zadanie rozśmieszyć widza albo wyglądać po prostu słodko. Ale chyba właśnie taki styl ma Walt Disney Pictures.

Poprzednie części Gwiezdnych Wojen, stworzone przez George’a Lucasa, zrodziły wiele tysięcy fanów i stały się rozpoznawalne na całym świecie. Pomysł, który powstał w latach 70., okazał się strzałem w dziesiątkę, a znany nam dobrze Lord Vader i jego kwestia „Luke, I am your father” zapisały się w pamięci każdego „gwiezdnego freaka”.

fot. pixabay.com

Rian Johnson wprowadził zbyt wiele nowych postaci, zbyt wiele nowych wątków. Ciekawe sceny są skracane, a niektóre wątki potraktowane chyba „na odwal się”. Są nadmiernie przewidywalne, jak na przykład wiadomość, kim są rodzice Rey. Podstawą całego filmu zdaje się być relacja między Kylo Renem a Rey. „Zgubiłam się. Musisz mi pomóc odnaleźć drogę…” – to kwestia Rey w jednej ze scen. Widać, że oboje chcą być ze sobą, ale nie wiedzą, po której stronie mocy.

Generalnie sam zamysł i otoczka wizualna, efekty specjalne czy zapierające dech w piersiach sceny, nawiązują do oryginalnej trylogii. Nie są takie złe. Poza minusami (które według mnie przeważają w filmie) można zobaczyć plusy, np. spotkanie R2-D2 i Luke’a.

Nie są to jednak „te Gwiezdne Wojny”, które swego czasu katowałam maratonami z tatą.

Disney robi z sagi GW komedię. Przeplata niczego niewnoszące kwestie bohaterów z pięknymi widoczkami. Trzecia trylogia równie dobrze mogła nie wychodzić na światło dzienne.

Dodam jeszcze, że w 2019 roku ma wyjść kolejna, prawdopodobnie ostatnia, część sequeli. Reżyserem ma być J.J. Abrams. Nie mogę się doczekać.

Autor: Zuzanna Dębińska

Korekta: Magdalena Witkowska

Zdjęcie główne: The Walt Disney Company Polska / commons.wikimedia.org

Jedno przemyślenie nt. „Dawno, dawno temu w odległej galaktyce…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *