„Nie byłabym sobą, gdybym była inna”

Być może wydawało ci się, że wiesz, jak masz żyć. Racjonalne żywienie, pięć posiłków dziennie. Chleb, ser, jajka, pomidory. Jeżeli dochodziły do tego jeszcze uśmiech, moc, jakiś fitness albo ogólnie rzecz ujmując sport, to było już niemal idealnie. Otóż nie…

Po kilku latach okazuje się, że nie w tym tkwi sekret szczęśliwego, dobrego życia. Nie martwcie się, recepta jest jednak jeszcze prostsza. Wystarczy przestać być kimś innym i zacząć być sobą. I już.

Trudno się nie zgodzić, że czasy, w których przyszło nam żyć, zdecydowanie różnią się od tych sprzed kilkudziesięciu lat. Nie mówię tu oczywiście o ustroju i ogólnym standardzie życia czy osiągnięciach techniki. Mam na myśli świat zasad i wartości, który w najlepsze stoi na głowie i pozostaje mieć tylko nadzieję, że czym prędzej się przewróci, by znów się pozbierać i stanąć normalnie jak człowiek na nogach. Niechętnie się do tego przyznaję, ale rozumiem pociąg do hedonizmu. Fajnie jest skupiać się na sobie i czerpać z życia jak najwięcej przyjemności. Wynikające z takiego stylu życia odejście od wiary również rozumiem, bo wiara wymaga wysiłku. Nie potrafię jednak zrozumieć jednego. Rosnącego zapotrzebowania na trenerów rozwoju osobistego.

fot. pixabay.com

Korzystając z uprzejmości koleżanki, miałem pecha zapoznać się nieco z książką Mateusza Grzesiaka. Na szczęście bardzo pobieżnie, gdyż wykłady na uczelniach trwają tylko półtorej godziny. I tak – przez proste pytanie „co tam czytasz?” – dowiedziałem się o istnieniu trenerów życia. I tak, stwierdzenie „lepiej późno niż wcale” bezapelacyjnie traci tutaj sens. Spośród wielu ciekawych rozdziałów wybrałem ten o związkach. Przyda się – pomyślałem. Nie przydał.

Autor przytacza wiele porad, jak budować dobry, solidny związek. Uwaga – będąc w związku musisz rozmawiać ze swoją dziewczyną. Fajnie, gdybyś w trakcie rozmowy chwilami jej jeszcze posłuchał. Istotne jest również, by zdjąć koronę króla domu i pomagać w codziennych obowiązkach. Niewielu z was, drodzy koledzy, pewnie o tym wie, ale zakładając rodzinę, wasze obowiązki nie kończą się na zapłodnieniu. Skandal.

Po tym epizodzie, mającym miejsce jakieś 2 lata temu, dzięki Bogu nie miałem więcej styczności z panami kołczami. Aż do teraz, gdy na Youtubie przypadkiem wyskoczył mi film o zmianie swojego życia. Pewna zestresowana pani opowiadała w nim, że kiedyś w ogóle nie wierzyła w siebie. Teraz ponoć wierzy. Ja jej nie uwierzyłem. Wszystko w jej życiu teoretycznie było w porządku. Jednak czuła, że coś jest nie tak. Posłuchała siebie i w jednej chwili postanowiła, że zmieni swoje życie. Tak zrobiła. Nie żałuje. W pewnym momencie stwierdziła, że część osób będzie potrafiła to zrobić samemu jak ona, a część jednak może potrzebować osoby, która wskaże odpowiednie metody. Puentując, mówi, że wystarczy posłuchać siebie, a nasze życie się zmieni. Po tym zdaniu dostaje niesamowite owacje, niczym Leo na Gali Wręczenia Oscarów w 2016 i schodzi ze sceny, a my z echem oklasków zostajemy sam na sam z myślami.

Co właściwie poszło nie tak? Co takiego się wydarzyło, że pan kołcz musi powiedzieć – „słuchaj, jeśli masz dziewczynę, musisz z nią szczerze rozmawiać” – byśmy krzyknęli „eureka”! Faktycznie, przecież jeśli z nią porozmawiam, to ona dowie się czego chcę i wtedy może zacznie robić słabszą kawę!

fot. pixabay.com

Wyżej wspomniana pani każe nam skupić się na bodźcach. Na tym, że swędzi nas stopa, że lata mucha, że czujemy radość i smutek. Uświadomić sobie, że istnieją, a sekundę później o nich zapomnieć i pójść dalej. Tak zrobiłem. Posłuchałem. Napisałem tekst. A teraz pójdę spać i ze wszystkich sił postaram się o tym wszystkim zapomnieć.

Autor: Mateusz Dąbrowski

Korekta: Kamil Kijek

Zdjęcie główne: pixabay.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *