Batman Beyond, czyli Batman przyszłości

Bruce Wayne jest już od dawna na emeryturze. Nowym komisarzem w Gotham City jest Barbara Gordon, wcześniej wcielająca się w Batgirl. Wayne jako Batman zrobił coś, co zmusiło go do odwieszenia peleryny raz na zawsze. Kiedy ratował porwaną przez bandytów kobietę, w chwili słabości sięgnął po broń. Teraz mieszka ze swoim psem w posiadłości Wayne’ów, chcąc spokojnie przeżyć resztę życia. Dla Gotham zrobił tyle, ile mógł.

Tak wygląda wprowadzenie do realiów „Batman Beyond”. Jest to kolejna kreskówka, której akcja toczy się w tzw. Timmverse (nazwa wzięła się od nazwiska jednego z głównych twórców: Bruce’a Timma), w którego skład wchodzą m.in. „Batman: The Animated Series”, „Justice League Unlimited” czy „Superman: The Animated Series”. Akcja dzieje się w roku 2039. Gotham zmieniło się nie do poznania. Ukazane jest jako futurystyczna metropolia z pojazdami przemieszczającymi się głównie drogami powietrznymi. Przyszłość to też nowe zagrożenia dla miasta. Różne gangi poczynają sobie coraz śmielej. Bruce Wayne nic sobie z tego nie robi, woli życie w swojej samotni. Ulega to zmianie, gdy poznaje Terry’ego McGinnisa.

Nietrudno się domyślić, że rolę Batmana po mniejszych lub większych zawirowaniach przejmuje właśnie McGinnis. Wayne zostaje jego mentorem. Obsadzenie w głównej roli McGinnisa i zepchnięcie na trochę dalszy plan Bruce’a to strzał w dziesiątkę. Nic do tej wersji Wayne’a nie mam, ale McGinnis jako Batman jest dużo ciekawszy. To przede wszystkim jeszcze nastolatek. Często na wypadach daje się ponieść emocjom. Nie jest tak wyrachowany jak jego poprzednik. Oprócz „pracy” u Wayne’a musi jeszcze lawirować między szkołą a domem. Z tego powodu często buntuje się przeciwko swojemu mistrzowi. McGinnis jest widzowi dużo bliższy niż miliarder Wayne. Z postacią wadliwą, ale bliższą wiekowo i środowiskowo, łatwiej jest się identyfikować.

Na serial składają się trzy sezony. Każdy jest równie dobry i nigdy nie odczułem, żeby mi się jakoś dłużył. Każdy odcinek to oddzielny przypadek i opowiada o czymś innym, jednak dane sezony skupiają się na złoczyńcy większego kalibru. W tym samym uniwersum dzieje się też akcja filmu animowanego „Batman Beyond: Return of the Joker”. Jeśli już zabierzecie się za serial, film to jazda obowiązkowa. Koniecznie w wersji nieocenzurowanej. Muszę też wspomnieć, że jako ostatni odcinek „Batman Beyond” należy traktować odcinek zamykający „Justice League Unlimited”. Ten zatytułowany „Epilogue”, który wyjaśnia kilka spraw związanych z Waynem i McGinnisem.

Jeśli chodzi o stronę techniczną, to powiem tyle: wyglądem dorównuje „Batman: The Animated Series”, chociaż „widać tu i ówdzie” nieco skromniejszy budżet. Przede wszystkim plany miasta nie są zaprojektowane z takim rozmachem. Pod starego Wayne’a głos podkłada niezawodny Kevin Conroy. Słuchanie aktora to czysta przyjemność. Will Friedle z roli McGinnisa wywiązuje się równie dobrze.

Serial, chociaż według Bruce’a Timma skierowany do dzieci, ma trochę mroczniejszy klimat niż „Batman: The Animated Series” czy „Justice League Unlimited”. Mimo że McGinnis wyznaje taką samą zasadę jak jego poprzednik (w żadnym wypadku nie zabijać), jego przeciwnicy często kończą w najgorszy sposób.

Serial szczerze polecam, bo jest to kawał znakomitej animacji. Jeśli do gustu nie przypadło wam to, co DC tworzy w segmencie filmów „live action”, filmy i seriale animowane są czymś, w czym zawsze byli dobrzy. „Batman Beyond” to tylko jeden z kilku seriali w rankingu tych najlepszych (według mnie trzymający się blisko B:TAS). Są jeszcze znakomite „Justice League” i „Superman”. Do tego mnóstwo filmów, jak na przykład wspomniany wcześniej „Return of the Joker” (w wersji nieocenzurowanej chyba najmroczniejszy element całego uniwersum) czy szalenie popularny „Batman: Under the Red Hood”.

Autor: Patryk Lewandowski

Korekta: Kamil Kijek

Zdjęcie główne: BagoGames / flickr.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *