Mieszkanie w akademikach – takie straszne jak się wydaje?

O mieszkaniu w akademikach krążą legendy. Jedni uważają, że przebywają tam sami szaleńcy, inni zaś, że to spokojne miejsce i bez problemu da radę w nim żyć. Osobiście jestem lokatorką domu studenckiego w Kortowie już drugi rok i chcę się z Wami podzielić wrażeniami.

Początki nie są łatwe. W większości domów studenckich musisz dzielić się pokojem ze współlokatorem/współlokatorami, w zależności od tego, w którym domu studenckim zechcesz się znajdować . Przebywanie z kimś zupełnie obcym na tak małym metrażu wydaje się trudne, dla niektórych nawet nie wchodzi w grę. No chyba, że zamarzysz sobie mieszkać z przyjacielem – wtedy wszystko się zmienia.

Wróćmy jednak do zamieszkiwania z obcą osobą. Przez okres przebywania w akademiku dzieliłam już pokój z trzema współlokatorkami, a wszystkie wspominam bardzo dobrze. Skończył Ci się chleb? Współlokatorka na pewno chętnie Ci odda trochę swojego. Nie masz nic do picia, a ciężko jest się ruszyć do sklepu? Współlokatorka poczęstuje szklanką pepsi. Ba! W kryzysowych momentach, jakie czasami dopadają studentów – pożyczy nawet pieniądze! (Pamiętajcie żeby zawsze wszystko oddawać, bo wtedy nie będzie między Wami tak miło). Oczywiście czasami bywają zgrzyty w postaci „czyja jest teraz kolej sprzątania”, ale to drobnostki. Nie zauważysz nawet kiedy obcy Ci ludzie, którzy stacjonują z Tobą w pokoju, staną się Twoimi przyjaciółmi.

fot. Marlena Skrzesiewicz

Jednak akademik to nie tylko dzielenie pokoju ze współlokatorem. W każdym domu studenckim mieszka plus minus 200 osób. Spotykasz ich wszędzie – w kuchni, na korytarzu, przed akademikiem. Większość widząc kogoś na korytarzu, wita się, rzucając uśmiechem. Na początku wydaje się to dziwne, jednak po jakimś czasie pierwszy zaczynasz się witać. Poznajesz tu mnóstwo ludzi, nawet jadąc windą na swoje piętro. Znajomości w akademiku są przydatne, chociażby po to, by móc od kogoś pożyczyć mikser jak zechce Ci się upiec ciasto. Gotując w kuchni rzucasz wychodzącej osobie smacznego, a ta w zamian któregoś dnia zaprasza Cię na przysłowiowe piwo. Spotykasz i poznajesz więcej ludzi, a nie zapominajmy, że w dzisiejszym świecie znajomości są bardzo ważne. Ze swoich doświadczeń powiem tyle, że osoba poznana właśnie w akademiku pomogła mi znaleźć pracę. A wystarczyło powiedzieć cześć, zapytać „co u Ciebie”?

Nie zawsze jednak jest kolorowo. Możesz trafić na uporczywych sąsiadów, którzy od 6 rano w sobotę zapętlają popularną piosenkę Sławomira i puszczają na cały regulator tak, że słychać ich w sąsiednim akademiku. Dzielenie kuchni z tyloma osobami również bywa męczące. Zdarza się, że wracając po całym dniu zajęć myślisz tylko o tym, by iść do kuchni i odgrzać spaghetti, które mama zapakowała do słoika w niedzielę. Wchodzisz do kuchni a tam – no cóż – wszystkie palniki zajęte. Najwidoczniej nie tylko Ty jesteś głodny. Pozostawiając w kuchni naczynia, możesz się z nimi pożegnać. Oczywiście nie zawsze, ale lepiej mieć na nie oko. Zagubione sztućce czy miski ciężko potem odnaleźć.

fot. Marlena Skrzesiewicz

Mieszkanie w domu studenckim ma swoje plusy i minusy, jednak po takim czasie mogę powiedzieć, że chętnie zamieszkam w nim nawet i na trzeci rok studiowania. Akademiki gwarantują Ci szkołę przetrwania, a sąsiedzi niezapomniane przeżycia.

 

Autor: Marlena Skrzesiewicz

Korekta: Magdalena Witkowska, Angelika Sierko

Zdjęcie główne: Marlena Skrzesiewicz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *