„Przełęcz ocalonych” – recenzja filmu

W swoim życiu widziałam wiele filmów, które zrobiły na mnie wielkie wrażenie.  Jednak „Przełęcz ocalonych” jest dziełem, którego na pewno nie zapomnę.  Z angielskiego „Hacksaw Ridge” – to amerykański dramat filmowy w reżyserii Mela Gibsona.  Jeden z najbardziej wciągających filmów, które do tej pory oglądałam.

Co do samego reżysera, Mel Gibson ma 62 lata i jest obywatelem amerykańskim. W Australii zdobył swoją popularność jako aktor w filmie „Mad Max”. Mel zajmuje się również reżyserią – z powodzeniem zresztą. Najlepszym tego dowodem jest Oscar, którego otrzymał w 1996 roku za cudownie zrealizowaną opowieść pt. „Waleczne serce”.

”Przełęcz ocalonych” zaliczyłabym do gatunku filmów biograficznych oraz wojennych. Premiera miała miejsce 4 września 2016 na świecie, a 4 listopada 2016 roku w Polsce. Akcja dzieje się u schyłku drugiej wojny światowej. Armia amerykańska toczy ciężkie walki z Japończykami. Występują tam postacie takie jak: Andrew Garfield jako Desmond Doss, czyli główny bohater, Sam Worthington jako kapitan Glover, Luke Bracey, czyli Smitty Ryker, Teresa Palmer jako Dorothy Shutte i inni.

fot. Przełęcz ocalonych (Hacksaw Ridge), reż. Mel Gibson, Australia, USA, 2016.

Desmond Doss był obdżektorem i adwentystą dnia siódmego w Wirginii. Gdy wstąpił do wojska, musiał przejść szkolenie używania broni.  Miał jednak swoje postanowienie, aby nie dotykać i nie używać broni. Niestety, przez swoje zasady był potwornie traktowany przez kolegów oraz dowódców. Jako sanitariusz został wysłany na Okinawę. Podczas działań wojennych wykazał się niesamowitą odwagą.  Nie używając broni, udało mu się uratować wielu towarzyszy.

Film bardzo mi się podobał. Aktorstwo na wysokim poziomie i poruszające momenty sprawiały, że łza w oku się zakręciła. Mówią, że komedie mają śmieszyć, horrory straszyć, a co w taki razie z filmami wojennymi? Według mnie, ten rodzaj pokazuje jak było naprawdę, nie ma miejsca na fantastykę.  Idealnie stopniowane napięcie, tempo, magia koloru oraz sceny batalistyczne . Do tego dużo krwi, urwanych kończyn, martwi na równi z żywymi. Tym razem Mel Gibson wcale nie przesadził.  Nie bez powodu owacje po premierze w Wenecji trwały 10 minut.

Film poleciłabym głównie miłośnikom filmów wojennych oraz dobrego kina. Odradziłabym natomiast osobom, które są bardzo wrażliwe.

 

Autor: Klaudia Sekścińska

Korekta: Oliwia Jaroń

Zdjęcie główne: filmweb.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *