Nomaschenko

W historii sportu było wiele postaci, które wyszły poza swoje dyscypliny. Był Muhammad Ali w boksie, David Beckham w piłce nożnej, Michael Jordan w koszykówce, czy Tiger Woods w golfie. Prawie każdy z nich był wybitny w swojej profesji – poza Anglikiem, który był bardzo dobrym piłkarzem, ale do szczytu trochę mu brakowało. Wielu z tych sportowców poza swoim wizerunkiem wyróżniało się czymś w swojej dyscyplinie sportu. Czymś unikatowym. Ali tańczył na ringu, Becks świetnie strzelał z rzutów wolnych, MJ rozstrzygał finały NBA, a Woods od 21. roku życia był czołowym zawodnikiem świata w celowaniu piłeczką do dołka.

Bokserem, który nie wychodzi póki co poza boks, ale na ringu dokonuje rzeczy niebywałych, jest bohater tego artykułu – Wasyl Łomaczenko. Człowiek, który boksując, nie walczy na pięści, ale uprawia sztukę. Tworzy obrazy, w których oglądaniu można się zakochać. Takiego fightera nie było w tym sporcie od lat.

Popularny Łoma urodził się 17 lutego 1988 roku w Białogradzie nad Dniestrem. Sam nie pamięta, kiedy pierwszy raz założył rękawice bokserskie na ręce. Jedno jest pewne – w wieku ośmiu lat zaczął uczęszczać na lekcje tańca, którym zawdzięcza fantastyczną pracę nóg na bokserskim ringu. To dzięki tym pozornie niepotrzebnym zajęciom jest nieuchwytny dla rywali, bije z różnych płaszczyzn i ma unikalny styl walki, który potrafi dostosować do swojego oponenta.

Kariera amatorska Ukraińca rozwijała się błyskawicznie. Już w wieku 16 lat został młodzieżowym mistrzem Europy w wadze muszej. Dwa lata później został Mistrzem Świata w tejże wadze w kategoriach juniorskich. W 2007 roku Łomaczenko został srebrnym medalistą mistrzostw świata, ale seniorów w kategorii piórkowej. Przegrał wtedy z Albertem Selimowem. To była jego jedyna porażka na amatorskich ringach. Na okazję do rewanżu nie musiał długo czekać. Rok później na Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie pokonał Selimowa już w 1. walce tamtego turnieju, na którym ostatecznie zdobył złoty medal w wadze piórkowej oraz dostał puchar Vala Barkera dla najbardziej wszechstronnego i utalentowanego boksera całych igrzysk. Następnie w 2009 roku został amatorskim mistrzem świata, a tytuł ten obronił dwa lata później. W 2012 roku na IO w Londynie ponownie zdobył złoto, ale tym razem w wadzie lekkiej. Po igrzyskach wziął udział w turnieju AIBA, który oczywiście wygrał, a w 2013 roku rozpoczął nowy etap w swojej karierze. Został zawodowcem i związał się z grupą Boba Aruma – Top Rank.

Zanim jednak zaczniemy opisywanie dorobku zawodowego Łomy, sprawdźmy jego bilans. Wasyl na amatorskich ringach stoczył 397 walk. Wygrał 396, raz przegrał. I tę porażkę – jak było wspomniane wyżej – pomścił. Możliwe, że lepszego pod względem liczb boksera na ringach amatorskich jeszcze nie było.

W momencie przejścia na zawodowstwo pojawiły się spekulacje nt. składu trenerskiego Łomaczenki. Wasyl pozostał wierny swojemu ojcu – Anatolijowi, który prowadził go od najmłodszych lat. Tak zadebiutował w październiku 2013 roku, gdy już w 4. rundzie znokautował Jose Ramireza. Pięć miesięcy później, już w swoim drugim zawodowym pojedynku, Łomaczenko walczył o pas mistrza świata WBO w wadzie piórkowej. Jego rywalem był niewygodny Meksykanin, Orlando Salido. Salido przekroczył limit wagowy i tym samym walka mogła się nie odbyć, ale obóz Łomy przymknął na to oko i obaj panowie starli się. Widać było brak obycia Ukraińca na zawodowych ringach, ale mimo tego, zdaniem wielu był lepszy od doświadczonego wojownika z Obregonu. Sędziowie widzieli to inaczej i stosunkiem 2:1 wygrał Salido, a Łoma tym samym, zanotował swoją drugą porażkę na bokserskich ringach.

Na kolejną okazję do zostania mistrzem nie musiał długo czekać. Już w czerwcu 2014 roku spotkał się Garym Russellem Juniorem w walce o wakujący pas mistrza świata wagi piórkowej. Łomaczenko nauczony poprzednim pojedynkiem, wygrał na punkty i zdobył pierwszy skalp w zawodowej karierze.

Z powodzeniem bronił 3 razy pasa mistrza świata, aż w czerwcu 2016 roku zaatakował tron mistrza świata wagi superpiórkowej federacji WBO, której mistrzem był Roman Martinez. Nie dał Portorykańczykowi żadnych szans i znokautował go już w piątej rundzie. Tym samym, w zaledwie siódmej zawodowej walce, Łomaczenko był już mistrzem świata w dwóch kategoriach wagowych. Wtedy zaczął przebijać się do zdecydowanie szerszej publiczności, która zobaczyła, że ma do czynienia ze zjawiskiem. Kimś, kto odbije swoje piętno na zawodowym boksie.

Po tym geniusz z Ukrainy trzykrotnie udanie bronił mistrzowskiego pasa, gdy odsyłał przed czasem Nicholasa Waltersa, Jasona Sosę oraz Miguela Marriagę. Odsyłał w taki sposób, że każdy z tych zawodników poddawał się w narożniku. Byli tak zniszczeni tym, jak Łomaczenko przełamywał ich defensywę, a także nie pozwał na nic, że nie wychodzili z narożnika i poddawali walkę. Coś niespotykanego na tym poziomie.

Wreszcie doszło do jednej z najbardziej wyczekiwanych walk w historii. Dwukrotny mistrz świata i dwukrotny mistrz olimpijski zmierzył się z równie genialnym Kubańczykiem, Guillermo Rigondeaux, który również był dwa razy mistrzem świata i mistrzem olimpijskim. Na zawodowych ringach był niepokonany. Zdaniem wielu była to walka wszechczasów, bo tak dwóch utytułowanych zawodników jeszcze ze sobą na ringu nie walczyło. Ich wspólny dorobek z ringów zawodowych i amatorskich przed tym pojedynkiem wynosił 792 zwycięstwa, 14 porażek (12 Rigo z czasów amatorskich). Kosmiczne liczby.

Pojedynek dwóch mańkutów nie był jednak taki kosmiczny. Istniał tylko Łomaczenko, który robił wszystko i sprawił, że Szakal z Kuby nie wszedł do siódmej rundy. Czwarty z rzędu rywal, który poddał się w narożniku. Stąd właśnie wziął się przydomek Nomaschenko, którym ochrzcił się sam zainteresowany. Odnosi się on do słów „no mas”, które wypowiedział Roberto Duran w przerwie między siódmą a ósmą rundą, w rewanżowej walce z Sugarem Rayem Leonardem. Znaczyły one „wystarczy”, bo Duran miał dość obijania ze strony rywala i poddał się w narożniku. Podobnie jak rywale Łomaczenki.

Po pojedynku z Kubańczykiem, Łomaczenko zadomowił się na tronie najlepszego pięściarza bez podziału na kategorie wagowe i zawodnika, którego pod względem stylu walki i efektywności, można śmiało zestawiać z takimi legendami jak Sugar Ray Robinson, Muhammad Ali, czy do pewnego momentu, Roy Jones Junior.

Łomaczenko jednak się nie zatrzymywał i 12 maja tego roku zaatakował tron trzeciej kategorii wagowej. Rzucił wyzwanie Jorge Linaresowi, mistrzowi świata WBA w wadze lekkiej. Jak można się domyślić – i tę walkę wygrał Ukrainiec. Co prawda, zaliczył pierwsze w zawodowej karierze deski, ale nie zrobiło to na nim większego wrażenia i znokautował ciosem w wątrobę wojownika z Wenezueli w 10. rundzie.

12 zawodowych walk. 11 zwycięstw (9 przed czasem) i jedna porażka. A przy tym wszystkim już trzy tytuły mistrzowskie w trzech różnych wagach. Nikt w historii nie dokonał tego tak szybko i jest pewne, że przez bardzo długi czas nikt tego nie przebije. O ile w ogóle. Łoma się nie zatrzymuje. Jak sam mówi – ma drabinę, po której wspina się na sam szczyt. Szczyt, na który dostać się jest piekielnie trudno, a utrzymać jeszcze trudniej. On jednak ma wszystko, by go osiągnąć i królować w boksie przez najbliższe 5 lat. Jeśli w futbolu mamy Messiego i Ronaldo, to w boksie mamy Wasyla Łomaczenkę. Boksera, który będzie stawiany obok największych, a jeśli los mu dopisze, nawet wyżej.

Autor: Jakub Trochimowicz

Korekta: Oliwia Jaroń

Zdjęcie główne: pixabay.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *