Dlaczego uwielbiam Ogniem i mieczem

Każdy z nas ma w życiu filmy, książki, seriale do których wielokrotnie wraca. Mogą być lepszej, gorszej jakości, ale generalnie darzymy je takim sentymentem, wręcz uczuciem, że nie sposób nie wrócić do nich raz na jakiś czas. Ja tak mam z filmową adaptacją pierwszej części trylogii Sienkiewicza, Ogniem i mieczem.  

Zacznijmy od tego, jak zaczęła się moja miłość do trylogii Sienkiewicza. Jako mały chłopiec natrafiłem na OiM w telewizji, gdy był emitowany w formie serialu. Wtedy to zobaczyłem tego prawego, wspaniałego Jana Skrzetuskiego, który robił wszystko by odnaleźć swą ukochaną. Obejrzałem całość, jak tylko była puszczana, a następnie dowiedziałem się, że to wszystko jest na podstawie książek. Nie minęło kilka dnia, a przy pomocy rodziców i dziadków udało mi się skompletować całą książkową trylogię. Zacząłem czytać i chociaż szło to opornie z racji języka, to nie poddawałem się. Najpierw OiM, potem Potop, a Pan Wołodyjowski to już była tylko wisienka na torcie.

Fot. Materiały prasowe

W czasie czytania oczywiście udało mi się znaleźć czas, by obejrzeć wspaniały Potop oraz film o przygodach Pana Michała. Chociaż każdy z tych filmów jest świetny, tak w serduszku pierwsze miejsce zajęło Ogniem i mieczem. Jednak przyznam, że książkowy Potop jest najlepszy z trylogii. A gdyby był troszkę krótszy, to w ogóle byłby genialny.

Po zapoznaniu się z całą trylogią książkową, jak i filmową nałogowo wracałem do przygód Skrzetuskiego i reszty jego kompanii. Najpierw katowałem na VHSie kasetę pożyczoną od sąsiadów, a potem, nareszcie, natrafiłem na wydanie DVD w sklepie. Nie było innej opcji, było moje. Znałem na pamięć każdą scenę, dialog. Do tej pory odgrywam niektóre z nich, a Dumkę na dwa serce często nucę pod nosem, tak jak i wspaniałą pieśń Bohuna, którą mam zamiar nauczyć się grać na jakimś instrumencie.

Zdaję sobie sprawę, że Zagłoba w filmowym OiM jest karykaturą postaci, którą był w Potopie. Zbigniewowi Zamachowskiemu trochę brakuje do Tadeusza Łomnickiego w roli Pana Wołodyjowskiego. Adam Ferency jako Chan, delikatnie mówiąc, nie był zbyt groźny.

Ale co z tego? To się tak dobrze ogląda. Żebrowski jako Skrzetuski, Malajkat jako Rzędzian, Zborowski jako Podbipięta, Seweryn jako Kniaź Jarema, Izabella Scorupco jako Helena (♥) i oczywiście, Aleksandr Domagarow jako Bohun.  Wszystkie te postaci sprawiają, że zapomina się o tych wpadkach, jakichś gorszych scenach.

A przy tym wszystkim trzeba pamiętać, że od blisko 20 lat żaden film będący w naszym kraju widowiskiem historycznym nie zbliżył się do tego, co było w Ogniem i mieczem. Stroje, gra aktorska, muzyka. To wszystko sprawia, że oglądam ten film kilka razy do roku i polecam go każdemu. Zdaję sobie sprawę z wad, ale pal licho. Ten film sprawia, że wracam pamięcią do czasów dziecięcych, gdy nie miałem na głowie wielu obowiązków, zaliczeń. Była tylko Rzeczpospolita szlachecka i wspaniała przygoda, którą przeżywałem razem z bohaterami.

Autor: Jakub Trochimowicz

Korekta: Oliwia Jaroń

Zdjęcie główne: „Ogniem i mieczem”, Jerzy Hoffman, 1999, Polska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *