Ostatnie muzyczne odkrycia

Wikipedia podaje, że opisywani przeze mnie artyści zaczęli być rozpoznawali lata temu, ale czy wieczność i dożywotnie piękno muzyki nie pozwala nam na losowy i dowolny okres zapoznania się z ich twórczością? Artyści, których postanowiłem zawrzeć w poniższej liście mogą być ci znani od dawna – jednakże – czy pierwsze zdanie nie jest usprawiedliwieniem mojego muzycznego zimowego snu? Producenci i zespoły pojawiające się w tej selekcji są (według mojej mało skromnej opinii) czysto renesansowi, mający predyspozycje do pojawienia się w przyszłości ponownie jako rzeczy kształtujące tamtejsze, niemożliwe do przewidzenia gatunki.

1. Kobiecy mesjasz poetycko zglide’owanego bassu oraz niedoceniana caryca beatów, które nie raz przyczyniły się do skrętu twojej szyi – WondaGurl.

Jacquesa Webstera, czyli Travisa Scotta, znamy praktycznie wszyscy, ale czy twoje zaznajomienie z nim byłoby na aktualnym poziomie, gdyby nie Ebony Naomi Oshunrinde a.k.a. Wondagurl, która wyprodukowała wraz z Eestbound’em beat do „Antidote”? Śmiem wątpić! Poza tworzeniem podkładów WondaGurl zajmuje się (dzięki bogu) twórczością, która nie spełniłaby wymagań raperów, a jej osobiste. Materiał solowy Pani Ebony, może niestety zrazić ludzi, którzy trapowe uderzenia bębna małego traktują jak sport – zło konieczne, jednakże wierzcie mi na słowo, wasze uszy mogą tylko zyskać.

Jak udało się wam usłyszeć, tematem przewodnim twórczości kanadyjskiej producentki jest nic innego jak ciężki bas, łączący się z wyzwalającymi w nas nostalgię melodiami.

2. „Skądś to kojarzę” czyli zespół (niestety) przeważnie utożsamiany z reklamą zmywarek – Gotan Project.

Zespół, którym moja fascynacja została wywołana już po pierwszym przesłuchaniu albumu „La Revancha Del Tango”, przyczynił się do chęci zaczęcia kolekcjonowania płyt. Zjawisko unikatowe, bo mało komu dotychczas udawało się na mnie wywrzeć podobne wrażenie. Do rzeczy. Gotan Project posiada francusko-argentyński rodowód i jest dzieckiem Philippe’a Cohena Solala, Eduardo Makaroffa oraz Christoph’a H. Müllera. Nu jazzowa, sprowadzająca się do wspólnego mianownika wraz z elektronicznymi wstawkami grupa, aktualnie oprócz restocku wcześniej wspomnianego albumu, nie planuje premiery nowego materiału. Z chęcią zobaczyłbym, czy odstęp czasowy od ostatniego wydania, miałby specjalny wpływ na aktualnie kręcącą się wokół tango specyfikę grupy.

3. Lorris Piasco – Allure

Z mojej prywatnej korespondencji z Allure, wynika, że jego muzykę można określić jako mieszankę oscylującą wokół brzmień house z wpływami jego francuskiego odłamu – french house oraz disco funk. Mało popularne w mainstreamie połączenie nie wyklucza się z jego ciepłym, automatycznie zachęcającym do ponownego odtworzenia odbiorem. Twórczość Allure osobiście traktuję jako idealny wypełniacz dni, które odbiegają od tych, które możemy zaklasyfikować jako „gorsze”. Wszystko, co wychodzi spod muzycznego pióra Allure jest barwne i nie budzi poczucia monotonii ani przez chwilę.

Autor: Aleksander Modzelewski

Korekta: Oliwia Jaroń

Zdjęcie główne: flickr.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *