„Plus size” i „body positive” – nauka akceptacji własnego ciała czy promowanie otyłości?

W ostatnim czasie jest bardzo głośno o „body positive” w polskich mediach. Jak zwykle przy kontrowersyjnych tematach, zdania na ich temat są bardzo podzielone, a w sieci możemy spotkać masę skrajnych i krytycznych komentarzy.

Według ukochanej przez nas internetowej encyklopedii „plus-size model” to nikt inny jak „kobieta specjalizująca się w promowaniu dużych, obszernych ubrań”. Fenomenem jest, że w dobie Ewy Chodakowskiej, wysypu magazynów dietetycznych, odchudzających tabletek, tak głośno zrobiło się o większych paniach. Jeszcze 10 lat temu, połowa z nas modeling kojarzyła z wychudzonymi dziewczynami o nogach sarenek! Ten ruch oznacza, że w pewien sposób przestaje obowiązywać kanon idealnego, wysportowanego ciała, a jeśli nie przestaje – to przynajmniej mamy do niego przystawioną niezłą kontrę.

Jaki jest fenomen akcji „body positive”?

Główny przekaz akcji związanych z „body positive” mówi otwarcie o akceptacji własnego ciała. Ta idea doskonale pokazuje nam kobietom, że to, co widzimy w internecie często jest przekłamane, a modelki potrafią ćwiczyć latami, jak nie przez całe życie, żeby mieć smukłe i piękne ciało. Osobiście nie widzę nic złego w ciągłych zajęciach na siłowni, bo przecież każdy ma prawo do wolności i jeśli chce godzinami wylewać siódme poty na siłowni, to niech to robi. Z drugiej strony, nie do końca wyobrażam sobie matkę trójki szkrabów, gotującej obiad, w międzyczasie pomagającej dzieciom w lekcjach, ćwiczącej na steperze. Ryzykowałaby wykipieniem pomidorowej, podczas gdy oddawałaby się rozkoszy ćwiczenia mięśni i rozwiązywania trudnych działań z matematyki!

fot. pixabay.com

Są jednak i złe strony…

Mimo wszystko, masa kobiet widzi w zdjęciach plus size najlepsze wytłumaczenie! Po co „przysłowiowa Grażynka” ma zrobić coś ze sobą, jeśli jest świetną, lubianą kobietą z nadwagą i posiada pewność własnego ciała? Przekonanie te utwierdza stereotyp, że „mężczyzna lubi mieć za co złapać i na kości nie poleci”. W tym momencie przechodzimy do drugiej strony medalu. Opisywany przeze mnie „kult większych kobiet” został źle zrozumiany przez społeczeństwo! W social mediach aż roi się od nagich, otyłych ciał. To jest zdrowe? To jest dobrze odbierane?

Otóż cały sęk w tym, żeby znaleźć subtelną granicę pomiędzy niezadbaną, otyłą kobietą, a dziewczyną o większym rozmiarze, dbającą o siebie. Większość modelek plus size, pomimo swojej wagi, prowadzi zdrowy tryb życia, zażywa dużo ruchu, a ich ciała mimo rozmiaru 42 czy 44, nadal prezentują się świetnie. Opisywane przeze mnie terminy w zupełności nie namawiają do podjadania, braku ćwiczeń i zamknięcia się w pokoju. Uczą zdrowej akceptacji, zyskiwania pewności siebie i przełamania stereotypów, że tylko rozmiar 36 jest akceptowalny!

A jaki stosunek do plus size mają nasi czytelnicy? To dobrze, że media zaczęły pokazywać grubsze kobiety i przełamują stereotypy? A może uważacie, że mimo wszystko ta reklama jest całkowicie niepotrzebna i namawia do niepracowania nad sobą?

Autor: Sylwia Golian

Korekta: Oliwia Jaroń

Zdjęcie główne: pixabay.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *