Coś więcej niż zwykły horror, czyli recenzja ,,Nawiedzonego Domu na Wzgórzu”

Lubicie się bać? Jeżeli tak, to Netflix sprawił wam miłą niespodziankę, ponieważ w jego ofercie ostatnio pojawiło się dość sporo filmów i seriali mających na celu nas przestraszyć. Jednym z ostatnich i (moim skromnym zdaniem) najlepszym tytułem jest serial ,,Nawiedzony Dom na Wzgórzu”, oparty na książce Shirley Jackson o tym samym tytule.

Serial opowiada historię rodziny Crain, która wychowywała się wspólnie w tytułowym domu na wzgórzu. W niewyjaśnionych okolicznościach piątka rodzeństwa wraz z ojcem została zmuszona do  opuszczenia posiadłości, w której zginęła ich matka. Niestety, musieli zostawić to za sobą i rozpocząć dorosłe życie. Jedni radzą sobie lepiej, inni gorzej, jednak każde z nich przeżyło traumę, o której nie sposób od tak zapomnieć.

Historia rozgrywa się w dwóch płaszczyznach czasowych – teraźniejszej, ukazującej losy dorosłego już rodzeństwa i ich przeszłej- to, co działo się kiedyś i jaki miało to wpływ na ich dalsze losy.
Jednym z powodów, dla których uważam, że serial jest fantastyczny – przez większość czasu nie daje odpowiedzi na rodzące się w naszych głowach pytania. Na niektóre z nich sami musimy sobie odpowiedzieć, gdyż twórcy nie dają nam oczywistych rozwiązań.

Nawiedzony Dom Na Wzgórzu, reż. Mike Flanagan, USA, 2018/filmweb.pl

 

Jak sam tytuł produkcji wskazuje, jest to przede wszystkim horror, który straszy i czyni to w sposób naprawdę umiejętny. Ciężko mnie przestraszyć, a przy oglądaniu siedziałam jak na szpilkach. Twórcy subtelnie budują napięcie muzyką i klimatem, mimo to wątek nadprzyrodzony ustępuje miejsca psychologii bohaterów. To przede wszystkim świetny dramat rodzinny, który pokazuje jak uprzedzenia, ból, strata, stawianie murów czy kłamstwo mogą zniszczyć nawet najmocniejszą więź.

Jak w każdej produkcji, jednym z najważniejszych aspektów są aktorzy, którzy wcielają się w swoje role. Co ciekawe, nie ma tutaj głównego bohatera, jednak pierwsza połowa sezonu skupia się na przedstawieniu tej samej historii z punktu widzenia protagonistów, przez co łatwiej nam ich zrozumieć, polubić i zżyć się z nimi.

Aktorzy bardzo dobrze odnaleźli się w swoich rolach. Czy jest to Michiel Huisman wcielający się w Stevena Crain, ogromnego sceptyka, który wydaje się nie wierzyć w to, co działo się w Hill House czy Victoria Pedretti jako Nell Crain, najmłodsza z piątki rodzeństwa i wydawać by się mogło, ta najbardziej poszkodowana psychicznie. Reszta aktorów również spisała się wyśmienicie, jednak moją faworytką została Kate Siegel grająca Theo Crain (nie bez powodu chodząca non stop w rękawiczkach), której udało się wykreować fantastyczną postać kobiety łączącej w sobie smutek, chłód i pustkę ze szczerą troską, ciepłem oraz empatią.

Nawiedzony Dom Na Wzgórzu, reż. Mike Flanagan, USA, 2018/imdb.com

Jednak czym jest gra aktorska bez dobrze napisanych postaci? Tutaj każdy jest ,,jakiś”. Piątka rodzeństwa nie mogłaby bardziej się od siebie różnic, a ich problemy i traumy z którymi zmuszeni są się zmierzyć, sprawiają, że są interesujący, nadając każdemu indywidualny charakter i wyrazistość. Wiele horrorów jest robionych analogicznie – wciskają nam nudnych bohaterów, debilną fabułę i próbują przy tym straszyć na siłę. Netflix wiedział co robi, ponieważ ten akurat serial nie ma takiego problemu, gdyż wszystko jest idealnie wyważone. Jest miejsce na strasznie, ale prym wiedzie tu przede wszystkim sensowna i interesująca fabuła, na czele z fantastycznie napisanymi postaciami.

,,Nawiedzony Dom na Wzgórzu” to moim zdaniem jedna z najlepszych produkcji platformy w ostatnich latach. Jeżeli lubicie inteligentne horrory, to zabierajcie się za oglądanie, a gwarantuję, że nie pożałujecie.

Autor: Paulina Marchewka

Korekta: Oliwia Jaroń

Zdjęcie główne: filmweb.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *