Fantastyczni Grindelwald i Dumbledore – recenzja filmu „Fantastyczne zwierzęta: Zbrodnie Grindelwalda”

Druga część spin-offu serii Harry Potter opowiadająca o losach czarodzieja-pisarza Newta Scamandera, który zamierza wydać swój podręcznik o sposobach opieki nad magicznymi stworzeniami. W tle kilka zagadek, wątek podróżniczy i nieuchronne widmo wojny, a u sterów tym razem J.K. Rowling, która swoje uniwersum zna najlepiej. Co z tego wynikło? Zapraszam do zapoznania się z poniższą (spoilerową) recenzją.

Film rozpoczyna się sekwencją ucieczki (a jakże) podtytułowego antagonisty Gellerta Grindelwalda (Johnny Depp) z więzienia dla czarodziejów w Stanach Zjednoczonych. Krótka, efekciarska sekwencja przejęcia magicznej karety, szybka prezentacja umiejętności więźnia i już wiemy, że mamy do czynienia z kimś potężnym. Widać też nacisk na to, by stworzyć nieco bardziej ujmującego antagonistę, bowiem pierwsze sceny Zbrodni Grindelwalda skupiają się właśnie na tej postaci, co jest zdecydowanym plusem. Twórcy wykonali krok naprzód względem nie tylko fabuły, ale również ciekawych przeciwników dla głównych bohaterów. Dzięki temu (wreszcie) jesteśmy w stanie polubić, bądź zrozumieć chociażby motywację antagonisty. Osobiście jestem zdania, że w ciągu tego jednego filmu Gellert Grindelwald został wykreowany lepiej niż Lord Voldemort w całej serii Harry Potter.

Pomimo dynamicznego początku oraz przedstawienia ciekawej postaci Grindelwalda, twórcy skupiają się w większej części na perypetiach miłosnych bohaterów i (niestety) to właśnie wokół tego krąży cała fabuła. Newt Scamander (Eddie Redmayne), główny bohater znany z poprzedniej części, wiedzie nudne, pełne biurokracji życie przez brak pozwolenia na podróże. Po cichu wzdycha do dziewczyny, którą poznał w Stanach Zjednoczonych – Tiny Goldstein (Katherine Waterston), a w tle mamy jeszcze miłość z przeszłości, która wydaje się, że nie wygasła do końca. Jakby tego było mało, na deser pojawia się również relacja Jacoba Kowalskiego (Dan Fogler) i Queenie Goldstein (Alison Sudol), którzy postanawiają odwiedzić starego znajomego w Londynie.

Fantastyczne zwierzęta: Zbrodnie Grindelwalda, reż. David Yates, USA/Wielka Brytania, 2018/imdb.com

Yates nigdy nie był mistrzem montażu oraz odpowiedniego budowania napięcia, dlatego co jakiś czas jesteśmy świadkami przeskoków między różnymi miejscami. Nie jest to jednak trudne do poukładania, dlatego nie tracimy wątku. Można powiedzieć, że taki montaż jest wręcz spersonalizowany pod poczynania głównego bohatera, który jest równie chaotyczny co sam reżyser. Do spółki z twórczynią całego uniwersum zaprasza nas na wycieczkę po, miedzy innymi, magicznych dzielnicach Francji, które mają swój urok. Bardzo przyjemnym dla oka było patrzeć na film, którego fabuła dzieje się w dwudziestoleciu międzywojennym, a jednocześnie wyrywa się on poza schemat i ukazuje nam nie tylko klimatyczne kamienice, ale również pełną paletę kolorów. Dzięki temu nie mamy wrażenia budowania sztucznego mroku wobec nadchodzących wydarzeń, co na pewno wychodzi twórcom na plus.

Bohaterowie poboczni w większości mają tylko kilka scen dla siebie. Postać Lety Lestrange (Zoë Kravitz) nie jest tu wpychana na siłę, tak jak i postać Maledictus (Claudia Kim). Służą bardziej za tło dla głównych bohaterów. Kontynuowany wątek tajemnicy pochodzenia Credence Barebone (Ezra Miller) oraz specyficznej więzi głównego bohatera i jego starszego brata – Theseusa Scamandera okazuje się być tylko zasłoną dymną, gdy do akcji wchodzi Albus Dumbledore (Jude Law). Choć ma on tylko kilka scen, tak kradnie każdą z nich: elokwencja, klasa, pewność siebie; tym właśnie emanuje młody Dumbledore, który z miejsca staje się alternatywą dla manipulującego wszystkim Grindelwalda.  Choć nie są oni głównymi bohaterami powieści, tak właśnie ich relacja oraz to co dzieje się wokół niej, są największymi plusami filmu. Law i Depp perfekcyjnie wywiązują się ze swoich ról, a nam pozostaje tylko trudny wybór opowiedzenia się za którymś z nich. Na wzmiankę zasługuje tutaj również postać Quennie Goldstein, która przechodzi przemianę wewnętrzną i podejmuje dość zaskakującą dla mnie decyzję. Jest to o tyle istotne, bo dotąd uznawałem tę postać za zapychacz fabularny, tymczasem twórcy zręcznie pokusili się o jej rozbudowę.

Zwroty akcji oraz konfrontacja głównych bohaterów z Grindelwaldem następują dopiero pod koniec i tutaj warto wspomnieć o (moim zdaniem) najlepszej scenie odegranej przez Deppa. Podczas zebrania swoich popleczników przedstawia on wizję nadchodzącej drugiej wojny światowej. Dzięki swojemu doświadczeniu oraz całkowitej kontroli nad sytuacją, Grindelwald sprawia, że rzeszę nieprzekonanych wcześniej czarodziejów przekonuje w końcu do swoich racji, a tych, których miał już przy sobie, zatrzymuje jeszcze bliżej. I co najlepsze – nie potrzebuje do tego terroru czy strachu jak antagonista w Harrym Potterze. Wystarczy tylko zręczna manipulacja słowem i mamy wrażenie, że to właśnie on prezentuje wartości nam bliższe.

Fantastyczne zwierzęta: Zbrodnie Grindelwalda, reż. David Yates, USA/Wielka Brytania, 2018/imdb.com

Przy okazji warto też wspomnieć o muzyce, która moim zdaniem uległa znaczącej poprawie względem poprzedniej części. James Newton Howard chyba powoli zaczyna rozumieć o co chodzi w brzmieniach czarodziejskiego uniwersum J.K. Rowling. Bez jego wkładu w konkretne sceny, myślę, że ich odbiór byłby dużo słabszy, a tymczasem wzbogacają one wrażenia i wywołują u nas przyjemne wspomnienia związane z protoplastą spin-offu, czyli serią filmów o Harrym Potterze.

Sądzę, że dobrym zagraniem było nagranie kilku scen w szkołach Hogwartu, gdzie mieliśmy do czynienia nie tylko ze znanym z trailera Riddikulusem Boginem, ale poznaliśmy również początek głębszej relacji między głównym bohaterem a Letą Lestrange. Było to ewidentnie oczko w stronę fanów, z czego jestem zadowolony, bo jako osoba sentymentalna – lubię takie smaczki. I myślę, że nie tylko ja.

Swoją drogą, dobrze też się stało, że Newt Scamander dostał pomoc w postaci takich osobistości jak Dumbledore, gdyż zdecydowanie łatwiej było teraz o rozbudzenie ciekawości wśród widzów. Tak jak w poprzedniej części poznaliśmy sympatycznych bohaterów, tak w tej skupiono się na tych, którzy tak naprawdę rządzą światem czarodziejów. Z całym szacunkiem do Eddiego Redmayne, który ze swojej roli wywiązuje się świetnie, moim zdaniem sam Newt Scamander nie jest bohaterem, który udźwignie brzemię już nie trzech, a pięciu filmów z serii Fantastyczne Zwierzęta. Zatem zabieg z wprowadzeniem takich osobistości jak Albus Dumbledore uważam za bardzo udany.

Nie obyło się jednak bez błędów i wpadek. Sama akcja toczy się dość wolno i po świetnej sekwencji ucieczki Grindelwalda z karety transportowej, wszystko zwalnia. Choć jestem fanem uniwersum, to i ja odczuwałem momentami nudę, którą jednak za każdym razem wynagradzał mi subtelny humor w części scen, bądź sama obecność na ekranie Jude Lawa albo Johnnego Deppa. Szkoda, bo gdyby oszczędzić trochę podróży i przegadanych scen, dając tym samym więcej czasu ekranowego postaci Dumbledore, myślę, że wyszłoby to jeszcze lepiej. Z drugiej strony, nie dziwię się twórcom, bo to w końcu Newt Scamander i Gellert Grindelwald są głównymi bohaterami tej części, a Albus Dumbledore powinien być tylko miłym dodatkiem.
Poza tym, na wspomnienie zasługuje również to, że seria Fantastyczne zwierzęta stawia na dorosłych czarodziejów, co moim zdaniem jest miłą odmianą w stosunku do serii o Harrym Potterze.

Film kończy się spodziewanym przeze mnie cliffhangerem, który otwiera furtkę kolejnej części i pozostawia widzów w niepewności. Zachęca także do wybrania się na kolejne Fantastyczne Zwierzęta.

Osobiście uważam film za dobry. Twórcy nie ustrzegli się jednak błędów, a akcja momentami idzie bardzo wolno. W ostatecznym rozrachunku w kinie bawiłem się świetnie, a rozmowy ze znajomymi tylko utwierdziły mnie w tym, iż odbiór tej części jest raczej pozytywny. Fani serii na pewno się nie zawiodą, laicy i osoby nie zaznajomione z uniwersum mogą być trochę pogubione, gdyż bez obejrzenia poprzedniej części, spora część wątków może wydawać się niezrozumiała. Ostatecznie jednak polecam nie tylko Fantastyczne zwierzęta: Zbrodnie Grindelwalda, ale również i pierwszą część Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć, gdyż jest to świetna rozrywka zarówno dla tych starszych, jak i młodszych fanów kina.

Autor: Kamil Jurewicz

Korekta: Oliwia Jaroń

Zdjęcie główne: imdb.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *