Autobus zwany pożądaniem

 

Gdy mówię znajomym jaką pracę wykonuję, często na ich twarzach pojawia się zaskoczenie i niedowierzanie. Jestem kierowcą autobusu miejskiego. Skąd w ogóle wziął się ten pomysł i jak znaleźć na to czas?

Kiedy powracam myślami do lat dziecięcych, moim pierwszym zawodowym marzeniem było zostać… operatorem śmieciarki. Moment, kiedy pracownik wciskał przycisk uruchamiający mechanizm podnoszenia śmietnika do góry i przechylania go celem opróżnienia, wywoływał u mnie zainteresowanie i chęć wykonywania podobnej pracy w przyszłości. Po kilku latach zdecydowanie bardziej od śmieciarek zaczęły podobać mi się pociągi. Właściwie do tej pory uwielbiam jeździć koleją i jeśli mam możliwość, korzystam właśnie z tego środka transportu. W którymś momencie mojego życia nawet wyobrażałem sobie siebie jako maszynistę, natomiast perspektywa całych dni spędzonych poza domem, jest dla mnie nie do zaakceptowania. Równolegle z zamiłowaniem do kolei, interesowała mnie praca kierowcy autobusu. Nigdy jednak nie chciałem jeździć na dalekie trasy. W pewnym momencie zdałem sobie sprawę z faktu, że czas zacząć spełniać swoje marzenia i zapisałem się na kurs prawa jazdy na autobusy.

Początkowo nie do końca miałem świadomość jakie nakłady finansowe będą potrzebne do osiągnięcia celu. Szybko jednak okazało się, że jedyną możliwością jest kredyt, bo to kwoty sięgające 10 tysięcy złotych. Czasem zastanawiałem się czy podjąłem odpowiednią decyzję. Dochodziłem do różnych wniosków. Dzisiaj wiem na pewno, że to była dobra decyzja, bo robię to, co chciałem, a jak powiedział kiedyś ktoś mądry, człowiek, który lubi swoją pracę, tak właściwie nie pracuje. Ja akurat pracuję i to ciężko, bo praca z ludźmi jest stresująca sama w sobie, do tego dochodzi konieczność stuprocentowego skupienia przez cały czas, korki, spóźnienia, problemy z samym autobusem i tak dalej. Zupełnie coś innego niż wyobrażałem sobie wcześniej. Gdy obserwowałem innych kierowców, wydawało mi się, że to praca polegająca na naciskaniu gazu, hamulca, skręcaniu kierownicą i otwieraniu drzwi.

fot. pixabay.com

Rzeczywistość szybko zweryfikowała moje wyobrażenia. Nie narzekam, ale jest cała masa czynników, które potrafią wyprowadzić człowieka z równowagi. Bywają pasażerowie, którzy na przystanku stoją przy samej krawędzi, jakoby w ogóle nie zdawali sobie sprawy, że autobus ma lustra, którymi mógłby wyrządzić im krzywdę. Często są to osoby odwrócone plecami i ze słuchawkami w uszach. Jedynym sposobem na uniknięcie kolizji jest odjechanie nieco od krawężnika, by mieć pewność, że nikogo nie zahaczę. Nie lepiej jest z kierowcami samochodów. Nagminnym jest wymuszanie pierwszeństwa przejazdu, niewypuszczanie autobusu z zatoki, trąbienie.

Nie sądzę, bym miał w sobie tak duże pokłady cierpliwości, wyrozumiałości i umiejętności przewidywania, bym przepracował tu całe życie. Traktuję więc pracę kierowcy autobusu jako tymczasową. Zwłaszcza, że w mojej głowie pojawiają się kolejne marzenia i cele do realizacji. Zawsze wychodzę z założenia, że żyjemy tylko raz i każdy dzień powinien być wykorzystany jak się tylko da. Któż jest bowiem bardziej odpowiedzialny za nasze szczęście niż my sami?

Autor: Krzysztof Czarnecki

Korekta: Oliwia Jaroń

Zdjęcie główne: pixabay.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *