Klaszczący single

Bardzo dawno temu, kiedy miałem osiem, a może dziewięć lat, mój starszy brat kupił płytę pewnego, jeszcze nieznanego mi zespołu. Kiedy włożył ją do odtwarzacza, z którego zaczęły wydobywać się bardzo charakterystyczne kombinacje dźwięków, zostałem oczarowany. W ten sposób niespełna dziewięcioletni dzieciak wszedł w świat punk rocka w wydaniu The Clash.

Mimo tego, że nie ”siedzę” mocno w punku, to muzyka The Clash (oraz The Ramones i Sex Pistols) bardzo przypadła mi wtedy do gustu i do dziś nic w tej kwestii się nie zmieniło. Tym co może świadczyć o wyjątkowości Brytyjczyków jest niezwykle „taneczne” oraz melodyjne podejście przy tworzeniu swojego materiału. Pomimo tego, że jest to przecież punk rock, do niezbyt skomplikowanej struktury utworów i lekkiego wykonawczego „niechlujstwa” dołączono melodykę i elementy innych stylów muzycznych, przede wszystkim reggae i ska, ale też funk czy rockabilly.

Zespół pochodzi z Londynu, a powstał w drugiej połowie lat siedemdziesiątych, więc był jednym z pionierów punk rocka. Oficjalnie zakończył niestety działalność w 1986 roku. Przez niemal dekadę aktywności The Clash wydało sześć albumów studyjnych. Dla mnie jednak, najważniejszym wydawnictwem grupy jest kompilacja The Singles, czyli zbiór singli zespołu, które zostały wydane w okresie od 1977 roku do 1982 roku. To właśnie ten krążek kupił mój brat jakieś paręnaście lat temu, a dziś ja jestem w jego posiadaniu. Można powiedzieć, że w The Singles zawarto kwintesencję stylu zespołu. Nie ma na tej płycie kawałka, który jest słaby. By to udowodnić, przedstawiam poniżej najlepsze według mnie utwory z tej płyty (kolejność przypadkowa):

1. Clash City Rockers – typowy punkowy utwór. Bez udziwnień, z charakterystycznym beatem perkusji, jak ja to nazywam „umpa umpa remiza”; niedbale, acz stylowo zagraną, przesterowaną partią gitary i wykrzyczanym tekstem, z wokalizującymi chórkami w refrenie.

2. (White Man) In Hammersmith Palais jeden z moich ulubionych utworów w ogóle! Tutaj ma się do czynienia z charakterystycznym połączeniem punku i reggae. Fajne melodie i chórki. Bardziej rozbudowany w swojej strukturze od reszty nagrań zespołu – zastosowano dodatkowe instrumenty: harmonijkę oraz fortepian. Dużą robotę robi tu oczywiście Joe Strummer na wokalu. Do tego wszystkiego dochodzi niezwykle dobrze zastosowana dynamika wykonawcza i umiejętne operowanie głośnością utworu w konkretnych sekcjach.

3. London Calling – warto zwrócić uwagę na ten utwór ze względu na świetną progresję akordów i linię basu, które razem tworzą swoisty klimat pewnego rodzaju melancholii czy atmosfery zagrożenia. Jedna z najbardziej popularnych piosenek grupy.

4. Rock the Casbah – przy tym kawałku trudno jest nie tańczyć albo gdzieś tam, ukradkiem tupać nogą pod stołem. Najbardziej „niepunkowy” utwór The Clash.

5. Should I Stay Or Should I Go – każdy, kto choć trochę otarł się o muzykę rockową czy punkową, na pewno zna ten utwór. Charakterystyczny riff, którego uczy się większość początkujących gitarzystów. Piosenka wykorzystywana wielokrotnie w filmach, grach, serialach. Na stałe wpisała się do kanonu kultury światowej i z pewnością nie zostanie zapomniana. W prostocie siła.

Powyższe utwory to tylko czubek góry lodowej, jeśli chodzi o dorobek zespołu. W związku z tym, zachęcam wszystkich do zapoznania się z The Clash. Każdy fan rocka czy punku powinien znać chociaż kilka kawałków.

Autor: Łukasz Grochulski

Korekta: Oliwia Jaroń

Zdjęcie główne: Łukasz Grochulski

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *