Mini dom. Recenzja trzeciej płyty Korteza.

Smutne deszczowe poranki. Jesienna aura za oknem i brak chęci do życia. Zanik sił i ochoty na przejście większej odległości niż 20 metrów do kuchni, by zrobić kawę i 10 dodatkowych kroków po ciepły kocyk. Jak co roku, ze względu na temperaturę, przychodzą do głowy nigdy niezrealizowane plany o rzuceniu palenia. I tak, jak rok wcześniej, siedzimy z papierosem w ręku i włączamy nową płytę Korteza.

„Ostatnio wstać mi coraz trudniej

Za długa noc, za krótki dzień

A każdy miesiąc jest jak grudzień

Przez żaluzje”

„Mini dom” w jesiennej odsłonie mieści w sobie siedem utworów, a „znaleźć się w nim mogliśmy” po raz pierwszy 21 września 2018 roku. Artysta po raz kolejny udowadnia, że liczy się jakość, nie ilość. To już trzeci album na koncie Łukasza Federkiewicza i nie ukrywam, niezmiennie zachwyca swoją muzyką. Nie potrafię wymienić ani jednego utworu utalentowanego wykonawcy, który nie przypadł mi do gustu, dlatego nie dziwi mnie obłęd związany ze sprzedażą biletów. Łatwiej dostać świeże bułki na śniadanie w jedynym sklepie na całym osiedlu niż załapać się na kupno biletu na koncert Korteza. Pomimo całego szaleństwa związanego z koncertami i sławą 29-latek pozostaje bardzo sympatyczną i przede wszystkim skromną oraz szczerą osobą, chowającą się za dźwiękami swoich utworów.

Wiele razy słyszałam opinię, że jego utwory są zbyt smutne, przygnębiające. To prawda. I co w tym złego? Czy każdy nie ma takich dni, w których w jakiś sposób musi odreagować? Jedni uciekają na treningi, uprawiają preferowane sporty, inni do swoich ulubionych miejsc, gdzie mogą się wyciszyć, a wiele osób słucha smutnej muzyki, która skłania do refleksji. Myślę, że idealną do przemyśleń muzyką, jest właśnie ta tworzona przez Korteza.

„No i co, powiedz co w tym, złego?

No i skąd, powiedz skąd ten ciężar

Powiedz skąd, skąd, skąd?”

…tak więc nowy „Mini dom” Korteza jest przepełniony smutkiem. Czy to oznacza, że jest zły? Nie, jest świetny pod względem tekstów, muzyki i dodawanej do każdego utworu autentycznej wrażliwości. O każdej piosence znajdującej się na płycie można napisać wiele, ale każdy kto lubi melancholijne klimaty powinien posłuchać i przed samym sobą postawić swój mini dom. Jeśli o mnie chodzi, bez przerwy mogłabym odtwarzać „Stare drzewa” i to nie za sprawą filmu „Kamerdyner”, do którego utwór został specjalnie napisany, ale za sprawą utworu samego w sobie. Bo można go opisać jednym słowem- doskonały.

„Zaczekaj, próbuję

Już prawie umiem

Prawie czuję”.

Autorka: Karolina Borowska

Korekta: Oliwia Jaroń

Zdjęcie główne: fot. Karolina Borowska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *