Czy warto pytać kobiety o makijaż?

Spóźnieni? Facet nie zna takiego słowa jako jednostka funkcjonująca bez kobiety. Problem pojawia się nagle, kiedy znajduje drugą połówkę i ma gdzieś z nią wyjść.

Mężczyzna często posiada tzw. „ starter pack” kosmetyczny, czyli żel, szampon, jakieś perfumy i dezodorant – prosto, szybko oraz skutecznie. A jak wygląda to u kobiety?

By zgłębić tajemną wiedzę przybierania „kamuflażu”, wystarczy w czasie szczytu zajrzeć do kobiety przebywającej w łazience. Nagle z magicznych pudełeczek piętrzą się stosy niezidentyfikowanych przedmiotów, występujących w wielu egzemplarzach. Oczywiście szok i przerażenie towarzyszące oglądaniu zdenerwowanej kobiety, nie pozwala na odezwanie się słowem.

Kobieta popędzana to kobieta zła, a to przebudza w niej wewnętrzne dzikie zwierzę. Po wycofaniu się z pola minowego, a także nerwowemu oczekiwaniu, w końcu można wyjść, ale w głowie dalej piętrzą się pytania oraz obrazy makabry w łazience. Po nieprzespanej nocy i setkach spekulacji, mężczyzna postanawia zgłębić tajniki czarnej magii, przekazywanej pokoleniowo przez płeć piękną. Ale czy to jest dobry pomysł?

W większości przypadków lepiej nie ryzykować, jeśli nie chce się słuchać godzinnego monologu o różnicach między szminką, a błyszczykiem. A co z resztą? Nie łatwiej napisać książkę? Lepiej to przemilczeć, bo takowe istnieją.  Najbardziej niebezpiecznym okresem poruszania sfery beauty jest okres kultowych przecen w Rossmanie. To właśnie w tej drogerii toczą się rozgrywki o najlepsze produkty. Jest to swego rodzaju polowanie, jeśli nie chce się siniaków, bądź powbijanych paznokci na plecach, lepiej zabarykadować się na parę dni daleko od kobiet.

Autor: Aleksandra Idziak 

Korekta: Oliwia Jaroń

Zdjęcie główne: maxpixel.net

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *