Ciężar nazwiska – recenzja filmu „Creed II”

Druga część spin-offu serii Rocky Balboa, opowiadająca o perypetiach syna największego rywala Rocky’ego – Adonisa Creeda. Tym razem u sterów już nie Ryan Coogler, a Steven Caple Jr. i odtwórca roli Balboi – Sylvester Stallone we własnej osobie. Czy po świetnym przyjęciu pierwszej części Creed: Narodziny Legendy poziom został utrzymany? Czy druga część zalicza zjazd w dół jak sequel jej protoplasty, czyli Rocky II? Zapraszam do zapoznania się ze spoilerową recenzją.

Jako osoba sympatyzująca nie tylko z samym Rocky’m, ale również i z samym Sylvestrem Stallone, który tę postać gra, byłem podekscytowany, gdy dowiedziałem się, że tym razem częścią scenariusza zajmie się właśnie odtwórca roli legendy bokserskiego kina. Mając jednak w pamięci to, że wśród szerszej publiki pomysły Stallone się nie sprawdziły i gdy tylko brał się za jakiś film od strony produkcji (seria Expendables, seria Rocky Balboa), nie można było oprzeć się wrażeniu, że jest to kino proste, kierowane stricte pod mężczyzn, którzy w erze uzewnętrzniania się i budowania głębi postaci, tęsknią za ociekającymi testosteronem mięśniakami, którzy najpierw strzelają/biją, potem pytają. Bałem się, że świetnie wykreowana postać Adonisa Creeda podzieli ten los i stanie się typowym osiłkiem, który złoży poprawnie zdanie, jeśli nie będzie ono zawierało więcej niż trzy słowa. Całe szczęście – Creed II to dobry film.

Na początku chciałbym wspomnieć o Michaelu B. Jordanie (Adonisie Creedzie), który nie tylko świetnie zagrał swoją postać w części pierwszej, ale również kontynuował dobrą pracę w drugim, co poskutkowało ogólnie dobrym przyjęciem tej produkcji. Myślę, że Creed II, jak również i poprzednia część serii, rzuciły nowe światło na kino bokserskie. I choć nie jest to dzieło wybitne, na pewno nie jest to też typowe guilty pleasure czy film robiony pod starych wyjadaczy, tęskniących za one-linerami i krwawą jatką. Opowieść ta zawiera w sobie elementy dramatyczne, porusza tematy, które nie są częstym widokiem w kinie sportowym, a już na pewno nie w filmach, za które bierze się po części Stallone.

Sympatia do bohaterów, to na tym Steven Caple Jr. buduje całą historię. Nie spotkałem jeszcze osoby, która po obejrzeniu tego filmu stwierdziła, że postacie grane przez Michaela B. Jordana, Tesse Thompson czy samego Stallone potocznie zwanego Sly, są płytkie, irytujące i ogólnie nie powinno się ich lubić. Sam wątek przewodni filmu, który nakreśla się już na samym początku, można uznać za tło dla życia nie tylko zawodowego, ale również i rodzinnego, tytułowego bohatera. Jestem naprawdę pod wrażeniem, jak produkcja traktująca o boksie, potrafi sobie świetnie bez niego poradzić i powiem szczerze, że gdyby wyciąć wstawki z walk Victora Drago (Florian Munteanu) oraz pojedynki Adonisa Creeda, to i tak otrzymalibyśmy dobry film.

Wspomniałem już o postaciach drugoplanowych i tutaj muszę przyznać, że Rocky Balboa (Sylvester Stallone) skradł me serce. Był zdecydowanie najjaśniejszym punktem filmu i choć każdy z bohaterów „pierwszo” czy drugoplanowych zagrał dobrze, tak patrząc w tył na poprzednie „wyczyny” Stallone, okazuje się, że tylko on potrafi dać tyle z siebie do roli tak przeoranej jak właśnie Rocky Balboa. Może przemawiać przeze mnie sentymentalizm albo stronnicza sympatia, ale jestem zdania, że Sly został stworzony do gry jako mentor, a sam Balboa nieświadomie został wykreowany przez reżyserów filmów z serii Rocky (później już bardziej świadomie przez osoby odpowiadające za serię Creed) na nauczyciela i wzór, którego każdy potrzebuje w swoim życiu.

Creed II, reż. Steven Caple Jr., USA, 2018/imdb.com

Role antagonistów kreują się, moim zdaniem, trochę mniej efektywnie, acz dalej jest to element istotny dla filmu i prawdę mówiąc, uważam, że jak na tak ograniczony czas ekranowy, ojciec Ivan (Dolph Lundgren) oraz syn Victor Drago, sprawdzają się w roli przeciwników głównego bohatera. Przynajmniej na tym etapie serii. Element wspomnianego w tytule recenzji „ciężaru nazwiska” odnosi się do perypetii postaci granej przez Lundgrena oraz fabularnego ojca Adonisa, czyli Apollo Creeda, który przecież zginął na ringu w pojedynku z Rosjaninem w Rocky IV. Podoba mi się ewolucja Adonisa, który dojrzał od pierwszej części i czuł wewnętrzną potrzebę, by pomścić ojca.

Od technicznej strony film jest zrealizowany poprawnie. Warto jednak zaznaczyć, że pozytywnie wybijają się choreografie walk, które były nie tylko efektowne, ale również wciągające i pełne niespodzianek. Jordan ponownie udowodnił, że jest nie tylko dobrym aktorem, ale również całkiem przyzwoitym bokserem. Jego przeciwnik, Florian Munteanu, mimo bardzo ograniczonej roli, również daje radę aktorsko i fizycznie, co czyni ten film jeszcze bardziej prawdziwym.

Osobiście muszę jeszcze przyznać, że mnogość różnych smaczków i zagrywek robionych pod nieco starszych widzów, czyli fanów serii Rocky, również zadziałała na korzyść produkcji. Nie są to easter eggi namolne i nie wpływają one na cały odbiór filmu, gdy nie zna się genezy ich poprzedniczek. Mam tu na myśli chociażby scenę treningu Creeda na pustyni, co jest oczywistą analogią do scen z Rocky IV, gdzie tytułowy bohater trenował w zimnych krainach północnej Rosji, przygotowując się do walki z Ivanem Drago. Subtelne, logiczne, ale wywołujące też przyjemne wspomnienia związane z prostym kinem, które miało swój urok.

Choć nie jest to film bez wad, a finał historii jest przewidywalny, tak muszę przyznać, że w kinie bawiłem się świetnie, bohaterów polubiłem jeszcze bardziej (nawet antagonistów), a sama produkcja utrzymała poziom świetnie przyjętego filmu Creed: Narodziny Legendy. Jedyna rzecz, nad którą rozpaczam – Sylvester Stallone pożegnał się z rolą Rocky’ego Balboi i choć jestem pewien, że Michael B. Jordan jest odpowiednią osobą do pociągnięcia serii na własnych plecach, tak jeśli powstanie trzecia część i nie pojawi się w niej Sly, z pewnością odczuję jego brak i być może odbiór nie będzie już tak pozytywny, jak jej poprzedniczek. Mam jednak nadzieję, że osoby odpowiedzialne za tę serię wymyślą coś, by wynagrodzić nieobecność Rocky’ego.

Autor: Kamil Jurewicz

Korekta: Oliwia Jaroń

Zdjęcie główne: Creed II, reż. Steven Caple Jr., USA, 2018/imdb.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *