Wielki powrót. W przebraniu

Kolaboracje producentów aut są czymś normalnym, zupełnie jak w przypadku piosenkarzy. Dzięki nim powstają czasami naprawdę świetne projekty, czasami trochę mniej, a w niektórych przypadkach wychodzą totalne zakalce. Tak samo jak w biznesie – różnice kulturowe nie zawsze wychodzą na dobre. Przykład? Chociażby słynne „trojaczki” koncernów PSA i Toyoty, jednego z których miałem wątpliwą przyjemność posiadać (Toyota Aygo). Psuła się na potęgę, w ogóle nie chciała jechać, a w zimę potrafiłem zostawić ją na parkingu pod uczelnią, ponieważ zamarzły drzwi i nie było możliwości wejść do środka.

Kilka tygodni temu BMW pokazało nowe Z4. Model wrócił po dwuletniej przerwie w produkcji a razem z nim… Toyota Supra – auto, które wszyscy kojarzymy jako kwintesencję japońskiego samochodu sportowego, symbolu tuningu, gwiazdę popularnej serii „Szybcy i Wściekli”. Plotki o powrocie legendy, bo śmiało można tak określić Suprę, przewijały się w sieci od ponad roku. Już wtedy było wiadomo, że Toyota i BMW razem stworzą sportowe auto. Nie przypuszczałem, że będzie to kopia 1:1. W zeszłym tygodniu Toyota oficjalnie zaprezentowała swoje nowe dzieło, a wraz z nim wszystkie dane techniczne nowego modelu. Przeraziłem się. Sercem samochodu będzie rzędowa szóstka od BMW o pojemności 3 litrów, generująca 340 KM. Silnik sprawdzony, dobrze znany fanom Beemek. We wnętrzu nowej Toyoty widzimy projekt bawarskiego producenta. Przełączniki, dźwignia zmiany biegów, wirtualne zegary. Toyota nie robi takich rzeczy. Czuć Niemca w tym Japońcu. Z zewnątrz auto wygląda o niebo lepiej niż Z4. Iście japońska kreskówka na kołach. Wspaniałe, ostre linie. Auto jest agresywne, muskularne, zupełnie tak, jak powinna wyglądać współczesna ikona tuningu. Zapewne jeszcze długo nie będzie dane mi przejechać się nową Suprą, lecz prowadzenie na pewno będzie znakomite. W końcu konstrukcja jest bliźniacza z BMW Z4.

Cena ma ponoć oscylować w okolicach 270 tys. zł. Ok, przyznaję, że to taniej niż za Z4, a patrząc na japońskiego samuraja, wygląda o niebo lepiej i zapewne będzie zwracać większą uwagę na ulicy niż bliźniak. Jednakże za tą cenę chciałbym dostać więcej „surowego” samochodu, więcej Toyoty. Założę się, że nikt nie kupi go jako pierwsze auto w rodzinie, więc japoński producent mógł dać więcej od siebie. Niemniej cieszę się, że producenci nie myślą tylko o tym jak obniżyć emisję spalin w gamie oraz o pasących się jelonkach gdzieś na zielonych wzgórzach, a produkują auta dla prawdziwych petrolheadów. Wielki szacunek.

Autor: Damian Przetacki

Korekta: Oliwia Jaroń

Zdjęcie główne: pixabay.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *